mobile

Kasety, które wcale nie odeszły

Rozmawiamy z Cezarym Molskim, twórcą Muzeum Kaset, które zbiera kasety magnetofonowe i walkmany, naprawia je, prowadzi warsztaty dla dzieci, pokazując im świat analogowych nośników muzyki i starając się zachować wspomnienia, które się z nimi wiążą. Zapraszamy na długą rozmowę o muzyce, rodzinie, wolności, podróżach w czasie, pięknie fizyki i o tym, co można zrobić z pończochy i metalowych wiórków.

Tomasz Sprycha
Kasety, które wcale nie odeszły

– Ludzie rzeczywiście zgłaszają się, oddają kasety, mają tego dużo?

– Tak, właśnie odebrałem z Żoliborza dwa magnetofony i kasetę. Jesteśmy bardzo aktywni na grupie „Uwaga, śmieciarka jedzie!”, gdzie nas zauważono i co jakiś czas ktoś nam coś podrzuca. Oddają z różnych powodów, w różnych ilościach. U osób, które oddają, widać sentyment do tych przedmiotów. Przekazują nam one czasem kolekcje, które są praktycznie nietknięte. Są osoby, które pracowały w radiu lub były związane z fonografią i oddając nam swoje zbiory zostawiają sobie część kaset, bo ciężko się im z nimi rozstać. Ale wiedzą, że my tego nie zmarnujemy i te kasety wrócą do użytkowania – w różnej formie, w zależności od ich stanu. Oczywiście jest dużo kaset „śmieciowych”, które leżały latami niezabezpieczone, zniszczyły się przez to i nie nadają się do odtwarzania.

– Co robicie z takimi kasetami?

– Jeśli  jakość kaset jest kiepska, to staramy się wykorzystywać je na warsztatach z dziećmi. Prowadziliśmy takie warsztaty w Centrum Kultury Koneser na Pradze i zamierzamy je wznowić, jeżeli oczywiście pandemia nie pokrzyżuje nam planów. Póki co jesteśmy umówieni z Koneserem, że wznawiamy te warsztaty i dzieci w różnym wieku będą mogły wrócić. Na takich warsztatach dzieci nie tylko nagrywają własne kasety, ale też projektują okładki i robią rzeczy upcyklingowe: montują z kaset przyborniki, stojaki, segregatory do listów. Żeby żadna kaseta się nie zmarnowała. Muzeum Kaset ma być miejscem, w którym można dowiedzieć się jak to możliwe, że na zwykłą pończochę można natrysnąć sproszkowane żelazo i potem odtworzyć z tego dźwięk. W ten sposób obrazowo pokazujemy dzieciom z jakich materiałów jest zrobiona taśma i jak ona działa, oczywiście w wielkim uproszczeniu. Natomiast oczywiście główny cel jest taki, żeby zawartość muzyczna, audycje radiowe i inne rzeczy zapisane na kasetach zostały zachowane i można było ich ponownie słuchać.

– Oprócz kaset przyjmujecie też sprzęt, na którym można je odtworzyć.

– Mamy własną kolekcję ponad  150 walkmanów firmy Sony i wciąż dostajemy kolejne. Mamy też dyktafony. Zależy nam na tym, żeby mieć własną przestrzeń, szukamy miejsca, w którym będzie można udostępnić całą kolekcję. Prawdopodobnie będzie to właśnie Koneser.  Chcielibyśmy, żeby to była taka strefa, gdzie każdy będzie mógł przyjść, odnaleźć swoją kasetę z młodości, zdjąć ją ze ściany, włożyć do walkmana i na wygodnym fotelu jej sobie posłuchać. Żeby można było się w ten sposób przenieść w czasie.

– Przenieść w czasie?

– Dotychczas w naszej działalności skupialiśmy się na dzieciach i młodzieży, a zatem jednocześnie na rodzinach, bo kasety i muzyka doskonale łączą pokolenia. Sam pomysł stworzenia tego muzeum powstał, gdy zauważyłem kiedyś, że moje kasety interesują obu moich synów, między którymi jest dość duża różnica wiekowa: jeden miał wtedy 2 lata, a drugi – 15. Okazało się, że obu może to interesować nie tylko z punktu widzenia – nazwijmy to – organoleptycznego, ale też przez to, co mam do powiedzenia o tych kasetach i przez związane z nimi wspomnienia. Małego interesowało jak to działa i zafascynował się walkmanem, na którym nie ma żadnych znanych mu ekranów dotykowych, każdy przycisk trzeba naprawdę wcisnąć, a więc było to coś zupełnie innego od sprzętów, do których jest przyzwyczajony. Starszy zaś, dzięki moim kasetom, poznał muzykę, której nie zaproponują mu dziś algorytmy Youtube’a i Spotify’a. Zaczął słuchać Lady Pank i był już nawet ze mną i żoną na ich koncercie.

Gdy obserwowaliśmy rodziny zwiedzające naszą wystawę czasową, to zauważyliśmy, że rodzice ekscytowali się tym, że rozpoznali sprzęt, który sami kiedyś dostali na komunię albo kupili w młodości za pierwsze ciężko zarobione pieniądze, a ich dzieci dziwiły się, że pewnych rzeczy nie można było po prostu kupić w sklepie i trzeba je było zdobywać różnymi sposobami, o których po latach można opowiadać z sentymentem. Dla nas jest to rzecz najcenniejsza i dlatego w naszych haśle „Przewijamy najlepsze wspomnienia” skupiamy się właśnie na tym ładunku emocjonalnym. Doceniamy oczywiście kasety i mamy w kolekcji bardzo drogie, w obudowach metalowych, ceramicznych, pokazujemy te kasety dzieciom na warsztatach i pokazujemy dzięki temu, jaka jest ich wartość, nie tylko ta sentymentalna. Ale wspomnienia, przenoszenie się w czasie – to jest dla nas najważniejsze. Sprzęty można kolekcjonować, mamy ich dużo, ale są pewnie kolekcje kaset i walkmanów znacznie większe od naszej. Nam zależy na tym, żeby one żyły i spełniały swoją pierwotną funkcję – pozwalały słuchać muzyki.

– Warsztaty z dziećmi, za jakiś czas stacjonarne muzeum. Co dalej?

Skupiamy się na emocjach i kierujemy się teraz w kierunku osób starszych, seniorów. Bierzemy udział w projekcie „Generator Innowacji 2”. Chcemy połączyć dwa pokolenia: ludzi w wieku 35-55 lat, którzy teraz z nami współpracują i aktywizują starsze i młodsze dzieci, z osobami w wieku emerytalnym, bo uważamy, że one mogą jeszcze więcej opowiedzieć o czasach swojej młodości, o tym jak się bawili, czego słuchali i na jakim sprzęcie. Chcielibyśmy w ramach tego projektu przekonać się, czy muzyka, opowiadanie o niej może być wręcz formą pewnej terapii. Szukamy sposobu na dotarcie do seniorów. Docelowo chcemy oferować naprawy sprzętu door-to-door. W ten sposób chcielibyśmy docierać do seniorów potrzebujących takich napraw, a jednocześnie dzięki temu tworzyć sieć starszych osób, które mogłyby nawiązać ze sobą kontakt dzięki muzyce i dzięki temu, że powrócą do tych starych kaset. Widzimy, że taka sieć szybko się tworzy na przykładzie kilku starszych osób, z którymi dziś współpracujemy i którym pożyczamy kasety i dostarczamy nowe, bo po tym jak wróciły do swoich archiwalnych nagrań z powrotem złapały bakcyla i poszukują teraz kolejnych kaset. Te osoby teraz same szukają też innych osób, żeby móc się wymieniać kasetami. To pokazuje jak w prosty sposób można zbudować taką społeczność.

– Czas zadać pytanie: dlaczego akurat kasety i walkmany?

– Mieliśmy takie hasło „we made music walk”. W naszych zbiorach posiadamy pierwszy walkman wyprodukowany przez firmę Sony. Kaseta wynaleziona przez Lou Ottensa w połączeniu z walkmanem spowodowała, że człowiek mógł zabrać ze sobą muzykę wszędzie i ona zawsze mogła przy nim być. Dziś wszyscy mamy smartfony z dostępem do Internetu i zabieramy je nawet do toalety, ale w czasie, gdy powstawał pierwszy walkman, to była prawdziwa rewolucja.

– Zgadza się pan ze stwierdzeniem, że przestało się słuchać muzyki? Wszyscy słuchają jej wszędzie, zapycha czas podczas jazdy autobusem i zmywania, ale nikt już nie rezerwuje sobie dwóch godzin wieczorem, żeby usiąść w fotelu i przesłuchać album ulubionego zespołu.

– Tak. Jedynym obszarem życia codziennego, w którym muzyka pełni w 100% swoją pierwotną funkcję, jest obecnie sport: jogging, bieganie, jazda na rowerze. Youtube i połączenie muzyki z wideo zamyka nas na muzykę/wyobraźnie. Widzimy to  po dzieciach. One są najlepszym probierzem, bo to jeszcze organizm nieukształtowany. Puszczamy im bajki z kaset. I to niesamowite, że dzieci potrafią się przy nich wzruszyć. Puszczamy dzieciom balladę z albumu Majki Jeżowskiej i dzieci się autentycznie wzruszają. I to jest dowód na to, że można tak poprowadzić zajęcia, tak stymulować dziecko muzycznie, że muzyka rozwija jego wyobraźnię. Podczas naszych warsztatów staramy się, żeby dziecko obcowało z samą muzyką, żeby mózg dziecka pracował. W przypadku osób dorosłych ważniejsze są sentymenty, wspomnienia i powracanie do przeżyć z wieku młodzieńczego, a w przypadku dzieci clou jest sama muzyka i to, że można się tylko na niej skupić i uruchomić wyobraźnię.

– Jak wygląda wchodzenie dziecka w ten świat?

– Zaczyna się oczywiście od fascynacji samym sprzętem. Tu coś się kręci, a jak to włożyć itd. Potem dochodzimy do tego, że coś trzeba nagrać, do kasety trzeba wymyślić okładkę. Dzieci muszą wymyślić co chcą nagrać, o czym chcą powiedzieć, więc tu zaczyna się pewna kreacja. I kończy się tym, że dziecko „produkuje” sobie własną kasetę, którą musi zaprojektować sobie od początku do końca – a więc musi opowiedzieć jakąś własną historię. Ten element kreowania świata ostatecznie zamyka się w taką małą rzecz, którą się potem zabiera, jest to wygodne, poręczne, sympatyczne. Dla nas najważniejsze jest to, że po takich zajęciach bardzo często dostajemy od rodziców maile z prośbą/pytaniem, czy możemy pomóc w zakupie walkmana, w serwisowaniu i takie rzeczy oczywiście nieodpłatnie robimy.

– I dzieci wolą to od nowego smartfona z płaskim ekranem?

– Gdy przekazujemy sprzęt po naprawie naszym stałym klientom  – ojcu z synem – to bywa, że stoimy z nimi godzinę na parkingu i jeszcze rozmawiamy o sprzęcie, jeżdżeniu razem na giełdy i targi staroci w poszukiwaniu nowych kaset itd. I kluczowe jest tu słowo „razem” – łączymy te pokolenia, zamiast zamykać każdego w swoim świecie, jak robi dziś świat cyfrowy i jego algorytmy, podsuwające nam w nieskończoność to, co już dobrze znamy.

– Uważa pan, że analog wbrew pozorom przeżyje dzisiejsze wynalazki cyfrowe?

– Widzimy dziś, że kasety wracają, jest to na razie moda – „powinylowa”, powiedziałbym. To nie tylko chodzi o rynek brytyjski, który w tym przoduje, bo monitorujemy też nasz rynek wtórny i ceny kaset podwajają się praktycznie co roku. Jest to oczywiście w jakiejś części rynek spekulacyjny. Stąd nasza inicjatywa. Gdzieś musi być miejsce, gdzie – tak jak w galeriach sztuki – człowiek może się znaleźć poza codziennością. Mamy coś na tyle pięknego i prostego, że nie do końca można to zastąpić narzędziami cyfrowymi. To są ciekawe rzeczy, ale to tylko sprzęty. Ważne jest to, jaki jest przekaz. Zgromadzić można różne rzeczy, ale chodzi o to, co ma za tym iść, bo sam eksponat nie przemówi. Będzie pewnie promil, kilka lub kilkanaście promili ludzi na świecie, którzy zawsze będą używać kaset, reszta będzie musiała to znów odkryć.

– Kasety mają w starciu z narzędziami świata cyfrowego jakieś atuty poza sentymentem?

– Świat analogu jest piękny, bo w gruncie rzeczy jest czystą fizyką. Ta czystość wdzięku, którą zapewnia taśma, to zjawisko magnetyczne w obu tego słowa znaczeniach. A magnetyzm jest przecież wszędzie wokół nas, zaczynając od magnetyzmu ziemi, a kończąc na silnikach antygrawitacyjnych, które są przyszłością, a które też wiążą się ze zjawiskiem magnetyzmu. W latach dwutysięcznych mówiono, ze to jest koniec kasety i ona nigdy nie wróci: bardzo niska jakość itd. Powiem tak: płyty nie przeżyły i żyć już nie będą. Ten nośnik się w ogóle nie sprawdził (chociaż zaprojektował go ten sam człowiek, który stworzył kasetę, Lou Ottens). Kaseta jednak przetrwała jako rzecz bardzo kompaktowa, która fascynuje samą swoją budową, ale okazuje się, że taśma bardzo dobrze znosi upływ czasu. Taśmy, które dostajemy były często przechowywane w bardzo złych warunkach, a mimo to się nie niszczą. Natomiast w świecie cyfrowym jesteśmy uzależnieni od bardzo małych rzeczy, tranzystorów, które są jeszcze sterowane przez Internet. Rządzą nami algorytmy. Przy analogu ważne jest to, że mamy zaangażowanie człowieka w poszukiwanie. Cieszy mnie to, że płyty winylowe są dziś w Biedronce. Nie wiem, czy dojdziemy do takiego momentu z kasetami. Ale nam zależy na osobistym zaangażowaniu człowieka w poszukiwanie kaset. Bo przy okazji możemy odkrywać całą historię muzyki. Będąc sterowanymi przez algorytmy w świcie cyfrowym zawsze jesteśmy skazani na dostarczane nam rozwiązania. Człowiek zawsze będzie dążył do tego, żeby zrobić coś samemu, żeby zrobić coś bez podpowiedzi. To kwestia poczucia wolności. Gdzieś człowiek zawsze będzie chciał mieć swój wybór, swoją wolę.  Ten pierwiastek indywidualności widać też na kasetach, które mamy w kolekcji. Otrzymujemy kasety, które są powyklejane, każda jest przez swojego właściciela indywidualnie przyozdobiona. To są czasem dzieła sztuki same w sobie.

– Czy chciałby pan komuś podziękować za pomoc przy tworzeniu Muzeum Kaset?

– Chciałem podziękować koleżance Weronice Mostowskiej, która reprezentuje pokolenie 20+, studentce, która się w ten projekt zaangażowała. Dziękuję Centrum Kultury Koneser za otwartość, dziękuję wszystkim, którzy przekazują kasety i je ratują. Wykorzystujemy świat cyfrowy po to, żeby ratować kasety, żeby one grały nam i kolejnym pokoleniom.

Fot. Muzeum Kaset

KOMENTARZE

aktualności

więcej z działu aktualności

sport

więcej z działu sport

kultura i rozrywka

więcej z działu kultura i rozrywka

Drogi i Komunikacja

więcej z działu Drogi i Komunikacja

KONKURSY

więcej z działu KONKURSY

Sponsorowane

więcej z działu Sponsorowane

kulinaria

więcej z działu kulinaria

Zdrowie i Uroda

więcej z działu Zdrowie i Uroda