mobile

Nigdy nie byłem osobą, która oczekuje indywidualnych nagród

O sportowej rodzinie, przeszłości, występach w Legii i planach na najbliższe lata z Omarem Prewittem - najskuteczniejszym koszykarzem "Zielonych Kanonierów" rozmawia redaktor Marcin Kalicki.

Marcin Kalicki, fot. Paweł Kołakowski/Piotr Koperski
Nigdy nie byłem osobą, która oczekuje indywidualnych nagród

Pochodzisz ze sportowej rodziny. Twoja mama była koszykarką i trenerem, Twoja siostra Maggie także ma za sobą udane występy na parkiecie. Koszykówkę masz zatem we krwi…

Koszykówka zawsze była ważną częścią mojego życia. Od kiedy pamiętam, często przebywałem w hali sportowej obserwując jak ćwiczą moja mama czy siostry. Mama prowadziła również zajęcia, klinikę dryblingu "Magic", na której uczyła moje siostry i ich przyjaciół. Może to się wydawać proste, ale nauka dryblingu obiema rękami z podniesionym wzrokiem w młodym wieku może dać Ci naprawdę wiele. 

2014 rok i pierwszy sukces w NCAA…

Zostałem wybrany jako finalista do grona najlepszych debiutantów NCAA. Wielkim osiągnięciem było wymienienie mojego nazwiska w tym samym gronie w jakim znaleźli się zawodnicy, którzy teraz są na poziomie NBA i Euroligi.

Po czterech sezonach spędzonych w NCAA w 2017 roku postanowiłeś przyjechać do Europy. Grałeś na Litwie i w Grecji, skąd trafiłeś do Polski. Co wiedziałeś o naszym kraju i polskiej lidze?

Nie znałem zbytnio Polski przed przyjazdem do kraju. Kilkukrotnie oglądałem mecze Stelmetu Zielona Góra w ramach rozgrywek Ligi Mistrzów, więc wiedziałem, że polska liga będzie fizyczna, wymagająca. Cieszę się z tego, jakie doświadczenia tu zbieram, to na pewno pomaga mi w podniesieniu poziomu własnych umiejętności.

W Legii trafiłeś na okres zmian. Poza trenerem w klubie zostali nieliczni zawodnicy. Łatwiej się wchodzi do takiej drużyny, gdzie każdy zaczyna od początku pracować nad swoją pozycją?

Przybycie do zespołu, w którym nie ma się z góry przypisanej roli stwarza pewne wyzwania. W zespołach takich jak Stelmet i Anwil wiadomo dużo więcej o roli zawodników, którzy są obecni w kadrach tych zespołów, nie budują tam wszystkiego niemal od nowa. Sposób budowania naszego zespołu pozwolił mi jednak, otworzył drzwi do pełnienia ważnej roli w drużynie w szybszym tempie, co nie byłoby pewnie możliwe w starszym zespole składającym się z zawodników o dużo większym doświadczeniu.

Z miejsca stałeś się gwiazdą "Zielonych Kanonierów". Zostałeś m.in. zawodnikiem miesiąca listopada Energa Basket Ligi. Czym dla Ciebie jest to wyróżnienie?

Nigdy nie byłem osobą, która oczekuje indywidualnych nagród, staram się po prostu wyjść na boisko i pomóc mojemu zespołowi wygrać w sposób, który uważam za konieczny. Otrzymanie wyróżnienia w postaci tytułu zawodnika miesiąca  było dla mnie wielkim zaszczytem, ale wiąże się to również z odpowiedzialnością, z którą staram się jak najlepiej sobie  poradzić.

W styczniu tego roku podczas Suzuki Pucharu Polski wziąłeś udział w konkursie rzutów za 3 punkty, w którym zająłeś drugie miejsce mając o jeden celny rzut mniej niż Michał Chyliński. Przygotowywałeś się specjalnie na to wydarzenie?

Po treningach kilkukrotnie porzucałem sobie dodatkowo „za trzy”, ale to nie było jakieś specjalne przygotowywanie się przed konkursem. Całe grono biorące udział w konkursie rzutów za trzy punkty to dobrzy strzelcy. Wiedziałem, że sprowadzi się to do dyspozycji dnia każdego z nas i na szczęście byłem jednym z tych, którym dobrze poszło.

To dla Ciebie najlepszy sezon w karierze?

Choć to dopiero mój drugi sezon w profesjonalnej karierze, jest to dla mnie najlepszy rok.  Gra na wysokim poziomie jest wielkim osiągnięciem, ale jestem jeszcze bardzo młody i mam nadzieję, że tylko będzie jeszcze lepiej.

Masz 25 lat. Tak jak mówisz jeszcze przynajmniej kilka sezonów dobrej gry przed Tobą. Jest jakiś klub lub liga, w której chciałbyś zagrać?

Oczywiście NBA jest najwyższym celem, ale chciałbym kiedyś zagrać w Eurolidze. Uwielbiam atmosferę w Europie i to, jak kibice wspierają swoją drużynę. Tu panuje taka koleżeńska atmosfera, czuje się bliskość z fanami. Chcę dawać z siebie to co najlepsze i gdziekolwiek bym nie trafił w dalszym etapie swojej kariery, wówczas będę zadowolony.

Życzę zatem wielu udanych występów w Legii i spełnienia kolejnych marzeń. Dziękuję za rozmowę.

Fot. Paweł Kołakowski/Piotr Koperski/legiakosz.com

KOMENTARZE

aktualności

więcej z działu aktualności

sport

więcej z działu sport

kultura i rozrywka

więcej z działu kultura i rozrywka

Drogi i Komunikacja

więcej z działu Drogi i Komunikacja

KONKURSY

więcej z działu KONKURSY

Sponsorowane

więcej z działu Sponsorowane

kulinaria

więcej z działu kulinaria

Zdrowie i Uroda

więcej z działu Zdrowie i Uroda