mobile
REKLAMA

Warszawski pech do dworców

Stolica nigdy nie miała szczęścia do dworców. Przez lata, podróżując po Polsce i Europie, warszawiacy z zazdrością zerkali na czyste, komfortowe i pełne elegancji dworce kolejowe. W tych warszawskich niestety, bardzo często było coś nie tak. Powikłana historia stołecznych dworców odzwierciedla skomplikowane losy miasta.

Cezary Jaszczyk
Warszawski pech do dworców

Wiedeński... Kaliski...Główny... Centralny

Pierwszą warszawską dzielnicą mającą bezpośrednią styczność z koleją było Śródmieście. To właśnie tutaj, na niedużym terenie, w drugiej połowie XIX wieku umiejscowiono najwięcej obiektów dworcowych.  14 czerwca 1845 roku do Warszawy dotarł pierwszy pociąg kolei warszawsko-wiedeńskiej. U zbiegu Al. Jerozolimskich i Marszałkowskiej powstał charakterystyczny dworzec z wieżyczką, który miał obsługiwać tę linię. Był on prekursorem późniejszego Dworca Głównego i Centralnego. Służył pasażerom, jak na warszawskie warunki, dość długo, bo przeszło 80 lat. W 1900 roku obok dworca zbudowano kolejny obiekt, tak zwaną Nową Poczekalnię. Wtedy też doszło do rozdzielania funkcji obydwu stacji. Stary dworzec służył osobom wyjeżdżającym z Warszawy, natomiast Poczekalnia przeznaczona była dla przyjeżdżających. Nie było to komfortowe rozwiązanie. W latach międzywojennych Dworzec Wiedeński gruntownie przebudowano. Część została rozebrana. Szykowano się już pod budowę linii średnicowej i Dworca Głównego z prawdziwego zdarzenia. Na domiar występującego już komunikacyjnego chaosu, od ul. Chmielnej wybudowano kolejny drewniany dworzec. Miał służyć pasażerom na czas przeprowadzania przyszłej inwestycji.

Smutnym akcentem warszawskiego kolejnictwa są losy wspomnianego już wcześniej Dworca Głównego. Wielki plan, mający dać miastu upragniony  obiekt kumulujący ruch kolejowy, zakończył  się niestety klęską. Wspaniała modernistyczna bryła aspirująca do bycia symbolem nowoczesnej stolicy powstawała od 1932 roku. Do wybuchu wojny była już praktycznie ukończona. Niestety na skutek działań wojennych, ledwo co wybudowany Dworzec Główny, został znacznie uszkodzony, a po upadku powstania, doszczętnie zniszczony przez Niemców. Dopiero w latach 70. XX wieku, prawie w tym samym miejscu, powstał Dworzec Centralny.

W bliskiej okolicy działał (o dziwo!) jeszcze jeden dworzec. Była to stacja kolei warszawsko-kaliskiej. Dzisiaj już prawie całkowicie zapomniany Dworzec Kaliski mieścił się w lekkim oddaleniu od Alej Jerozolimskich, na wysokości ulicy Żelaznej. Linia ta łączyła miasto z Łodzią, Kaliszem i dalej z Poznaniem i Wrocławiem. Warszawskie gazety, opisujące budowę i otwarcie nowego obiektu, zachwycały się jego elegancją i wystrojem. Na dworzec składał się długi parterowy pawilon z podwyższoną częścią centralną, z której wychodziły przejścia na zadaszone perony. Swoim wyglądem przypominał wiejską rezydencję w stylu francuskim. Co ciekawe, dworzec posiadał aż trzy poczekalnie dla pasażerów różnych klas co wtedy uznawano za normę. Zbudowany został w latach 1901-1902, czyli w czasach sztywnie podzielonego społeczeństwa okresu Belle Epoque. Poczekalnie dla pasażerów z biletami I i II klasy znajdowały się w prawym skrzydle budynku. Miejsce dla biedniejszych podróżnych III kasy wyznaczono po jego drugiej stronie. Dworzec zniknął równie szybko jak się pojawił. Już w 1915 roku, podczas I wojny światowej, wysadzili go wycofujący się Rosjanie. Później nikt nie myślał o odbudowie. Funkcje kaliskiego przejął sąsiedni Dworzec Wiedeński.

Problem ze średnicową
Wielkich problemów dostarczała budowa niezbędnej dla miasta linii średnicowej. Miała ona połączyć nową trasą wschód z zachodem i skrócić podróż przez Warszawę. Do tej pory korzystano z 19-kilometrowej linii obwodowej. Średnicowa miała mieć tylko 4 kilometry. Inwestycja była najdłużej oczekiwaną i najbardziej pracochłonną  na Warszawskim Węźle Kolejowym. Prace rozpoczęto już w 1921 roku. Zakładały budowę ogromnych nasypów na Pradze i Powiślu, nowy most, kilka wiaduktów i tunel pod Śródmieściem. Trudnością z szybkim przeprowadzeniem prac były niezwykle wysokie koszty budowy, na które w tamtym czasie Polski nie było stać. Do tego doszedł jeszcze Wielki Kryzys.  Spowodowało to znaczne opóźnienia. Roboty często przerywano z powodu braku pieniędzy. Ostatecznie pierwszy pociąg przejechał nową trasą dopiero w 1934 roku.

Niezrealizowane plany
W latach trzydziestych ubiegłego wieku postanowiono wybudować Centralny Dworzec Pocztowy. Na pograniczu Woli i Śródmieścia , w miejscu dawnego Dworca Kaliskiego, przy Żelaznej ,rozpoczęła się budowa ogromnego gmachu w stylu funkcjonalistycznym. Niezwykle nowoczesny projekt wykazał wielką dalekowzroczność projektantów. Dworzec Pocztowy miał obsługiwać cały ruch przesyłek w Warszawie. Listy przyjeżdżające pociągami pocztowymi miały tu być sortowane, a potem rozwożone furgonetkami po mieście. Wizjonerskie plany z 1936 roku zakładały budowę wielopoziomowego parkingu dla ambulansów pocztowych i lądowiska dla helikopterów. W międzywojennej Warszawie była to nie lada innowacja. Pierwszy w pełni sterowalny śmigłowiec został wprowadzony właśnie w roku 1936. Niestety plany jak to plany - nie zawsze udaje się je zrealizować. Udało się postawić dopiero część dworca,  a już przyszła wojna. W czasie powstania warszawskiego pełnił funkcję reduty odcinającej Niemcom drogę do Śródmieścia. Ostatni przetrwały fragment budowli rozebrano na początku lat dwutysięcznych.
 

KOMENTARZE

aktualności

REKLAMA
więcej z działu aktualności

sport

więcej z działu sport

kultura i rozrywka

więcej z działu kultura i rozrywka

Drogi i Komunikacja

więcej z działu Drogi i Komunikacja

KONKURSY

więcej z działu KONKURSY

Sponsorowane

więcej z działu Sponsorowane

kulinaria

więcej z działu kulinaria

Zdrowie i Uroda

więcej z działu Zdrowie i Uroda